Z samego rana wyruszyliśmy z Bergamo pociągiem linii Ternitalia i po niespełna godzinnej podróży zajechaliśmy do Lecco, miasta położonego bezpośrednio nad Jeziorem Como, gdzie przesiedliśmy się na inny pociąg i po dwudziestu minutach byliśmy już w Varenna. Była godzina dziesiąta przed południem, gdy wysiedliśmy na peronie przy małym starym budynku dworca kolejowego. Po kilku chwilach poczuliśmy powiew ożywczego wiatru, choć upał tego dnia był ogromny. Odwiedzam Varennę po raz drugi. Byłem tu już z Synem Bartłomiejem, gdy spędzaliśmy męski tydzień w Lecco.

Dworzec zlokalizowany jest na wzgórzu, skąd małymi uliczkami schodzimy w stronę jeziora, które ukazało się, prezentując piękną panoramę, a jego górzyste brzegi pną się w stromo w górę do nieba. Schodzimy do części miasta, gdzie znajduje się przystań promowa i kilka nowszych budynków. Starsza część miasta znajduje się za ogromną wbitą w jezioro skałą. Miasteczko rozlokowało się tarasowo na stromym skalistym zboczu, na którego szczycie znajdują się ruiny XII wiecznego zamku Castello di Vezio.

 

Rozkoszujemy się nadmorską pieszą promenadą Largo Enzo Venini, łączącą dwie części miasta. Prowadzi ona z przystani promów, skrajem skalistego brzegu ponad taflą jeziora. Okala skałę doczepiona do jej pionowej ściany. Idziemy stąpając prawie po wodzie, a wokół otaczają nas kwiaty, skały i woda. Mijamy turystów, którzy tak samo jak my podziwiają wspaniałą konstrukcję. Dawno już nie byliśmy w miejscu, gdzie nakładają się i przeplatają piękno architektury, lokalizacja i panorama.

Po kilkuset metrach wisząca droga zmienia się w bulwar. Mijamy mały rybacki port, a przy nim kamienny falochron. Dalej pod arkadami domów, zlokalizowane są sklepy i restauracje. Sąsiadują bezpośrednio z brzegiem jeziora, gdzie powstały małe plaże, a przy kawiarnianym stoliku, popijając kawę, podziwiać można ten cud natury. Uliczki przebiegające w górę z nad jeziora są szerokimi schodami, na których liczne galerie malarskie powystawiały swoje obrazy na drewnianych sztalugach. Wchodzimy do kilku z nich, podziwiając obrazy, szkice malowane ołówkiem, rysunki malowane węglem i różnymi rodzajami farb wodnych. Malowane są na grubym papierze malarskim, odpowiednio zaimpregnowanym, a rzadziej na płótnie. Przedstawiają głównie urokliwe zakątki tego miasta. Rozpoznajemy mijane domy na tle skał i pięknego jeziora, czy też ruiny zamku i rozległe widoki. Wszystko wkomponowane w miniaturowym kadrze w różnych formatach. Nie potrafimy oprzeć się ich urokowi. Dowiadujemy się, że niektóre z nich namalował uznany włoski malarz, który upodobał sobie ten zakątek Włoch. Każda oglądana praca posiada swoiste piękno, kuszące kolorami i klimatem. Kupujemy kilka różnej wielkości obrazów. Zdobią one dziś kilka miejsc w naszym mieszkaniu. Gdy je mijamy, przywodzą nasze myśli i powodują tęsknoty za tymi miejscami.

Mijając urokliwą plażę Hotelu Royal Victoria, wąskimi, brukowanymi przesmykami zmierzamy w stronę Piazza S. Giorgio, gdzie na małym skwerze na dwie chwile przysiadamy na ławce pod drzewem. W nieodległej od tego miejsca kafeterii, vis a vis kościoła Chiesa di San Giorgio wypijamy przy barze espresso i cappuccino. Delektując się jej wspaniałym aromatem i słodką pianką, przyglądamy się miejscowym i staramy zrozumieć treść ich rozmów. Opowiadają o codzienności, tym co spotkało ich tego dnia. Nie wyglądają na strapionych i smutnych. Są szczęśliwi i cieszy ich każdy przeżyty dzień. Czas biegnie w tym miejscu inaczej, a rytm życia wyznaczają zatarte granice pór roku, z których najdłuższa to lato, która wraz z ciepłą wiosną i jesienią, niosą obfitość plonów i radość.

Do Castello di Vezio droga wiedzie stroma i długa. Począwszy od Via alla Riva wspinamy się kamienną drogą wzdłuż wysokiego muru rozległej posiadłości, mijamy ruiny kilku starych kamiennych budowli, by po kilometrze drogi wejść do lasu. Pniemy się dalej skrajem wąwozu. Po drugiej jego stronie, na stromym zboczu, pomiędzy domami z czerwonymi dachami, stoi kościół z wysoką kamienną wieżą, to St. Martin Parish w miejscowości Perlego. Jego kształt wyróżnia cię na tle bezkresnej zieleni. Szkoda, że przyjechaliśmy tu jedynie na jeden dzień. Idziemy starym szlakiem i mijamy po drodze wykute, kamienne poidła. Nadal pełnią swoją rolę, a krystalicznie czysta i zimna jak lód woda od wieków wydobywa się tu ze źródeł. Kilkaset metrów dalej droga wznosi się jeszcze bardziej stromo. Wchodzimy po skałach do małej osady wiejskiej Vezio, której mieszkańcy wiele wieków wcześniej mogli czuć się bezpieczniej w sąsiedztwie okazałego zamku. Teraz jest to miejsce turystyczne, a ruiny zamku nawiedza duch. Mijamy pięknie położony niewielki kościół Vezio Chiesa Sant’Antonio Abate, położony niedaleko bramy zamkowej. Wspinamy się jeszcze wyżej, a panorama roztaczająca się wokół, trudna jest do wyrażenia słowami. Teraz domyślam się, dlaczego malarze tak licznie odwiedzają te miejsca. Zapisanie tego słowami wydaje się być niedoskonałością. Może takie miejsca łatwiej opisać malując je i fotografując, niż czynić próby ich opisu. Ale to moja wyobraźnia twórcza nie jest na tyle ukształtowana i gotowa, aby nadać słowom właściwe brzmienie i charakter.

Z tej perspektywy u naszych stóp, jak niewielka makieta jawi się Varenna. Za to w całej okazałości prezentuje się Como, a w oddali miasto Bellagio, do którego popłynąć stąd można promem. Tą niewątpliwą przyjemność i atrakcję pozostawiamy sobie na kolejną wizytę w Varennie, gdyż zdecydowanie jest to miejsce magiczne, wywołujące w nas wrażenia podobne do tych, które przeżyliśmy podczas pobytu w jednej z miejscowości Cinque Terre Vernazza.

Wracając postanowiliśmy pospacerować po starym mieście w Lecco. Zapadał zmierzch i uliczki powoli rozświetliły się nastrojowym światłem. Było jeszcze bardzo ciepło, dlatego w Capo Horn Gelateria Artigianale przy Piazza Maria Cermenati rozkoszowaliśmy się pysznymi lodami. Wracamy do Bergamo, jest późno w nocy. Jesteśmy zmęczeni, ale pełni niezapomnianych wrażeń.